Serial to powieść na ekranie

Nie pamiętam kiedy zacząłem oglądać więcej seriali niż filmów. Wynikało to pewnie z tego, że serial, ze względu na swoją długość, jest formą znacznie bardziej pojemną. Jest wielowątkowy, daje możliwość pełniejszego przedstawienia bohaterów i problemów z jakimi się borykają. Z tego też powodu tak bardzo lubię książki. Dają czytelnikowi czas. Czas na to, by opowieść go wchłonęła, by ją poczuł całym sobą, by przywiązał się do jednych bohaterów, a innych znienawidził.

Książkę porcjują rozdziały, serial odcinki. Każdy pozostawia (a przynajmniej powinien!) niedosyt, który jak najszybciej chcemy zaspokoić. Z czego wynika fenomen nałogowego śledzenia tych samych bohaterów przez kilka sezonów/tomów? Pewnie po części chodzi o przywiązanie do postaci, które stają się nam bliskie. Reszta, to zabiegi warsztatowe, takie jak twisty, wprowadzanie nowych bohaterów, czy obecność nowego celu. Jestem zdania, że w pewnym momencie formuła się wyczerpuje, dlatego też jak to śpiewał Grzegorz Markowski: „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”. Niemniej serial jest jak powieść. Z kolei film, to tylko opowiadanie, które jednak czasem potrafi być równie fascynujące jak jego dłuższy odpowiednik.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *